Tonkotsu Ramen

Głównym założeniem bloga było opisanie moich przygód na drodze do otwarcia restauracji. Jednak, od czasu do czasu, będę umieszczał również wpisy dotyczące różnych kulinarnych wydarzeń, odkryć i ciekawych przeżyć. Jednym z takich przeżyć była wizyta w ostatni piątek w warszawskiej restauracji Omami. Jakiś czas temu wpadłem na pomysł pojechania do Japonii, aby uczyć się przyrządzania zupy Ramen. Zupa Ramen jest jedną z moich największych kulinarnych miłości.  Sama myśl o tym daniu wprowadza moje ślinianki w stan wzmożonej aktywności. Na pewno poświęcę jej osobny, obszerny wpis. Jednak wycieczka okazała się bardzo droga, co nie bardzo idzie w parze z odkładaniem pieniędzy na otworzenie restauracji. Dlatego poszukując różnych możliwości kulinarnego rozwoju, natrafiłem na kulinarny blog Japończyk gotuje. Napisałem do autorów bloga – tytułowego Japończyka, który przejawia aktywności w Warszawskim świecie kulinarnym jako konsultant i jego sympatycznej polskiej małżonki – z prośbą o spotkanie. Ku mojemu zaskoczeniu odpisali, że bardzo chętnie się ze mną zobaczą i będę mógł wypytać swobodnie o wszystkie tajniki przygotowania oryginalnego japońskiego Ramenu. Niestety, moja aktywność (prowadziłem zajęcia na SGH) i krótka wizyta w Warszawie nie pozwoliły mi na spotkanie, jednak miałem na tyle czasu, aby odwiedzić restaurację Omami, w której wcześniej był wyczajony przeze mnie Japończyk i przygotowywał Tonkotsu Ramen. Dowiedziałem się o tym na fb, a zdjęcie, przesądziło o wygospodarowaniu czasu na posiłek.

Cóż to było za Tonkotsu 🙂

Przyznam, że jestem teraz na ostrej obcince kalorycznej, ze względu na rodzaj treningu jaki prowadzę i wiedząc, że będę jadł tłusty, kremowy, gotowany na kościach Tonkotsu Ramen oszczędzałem posiłki od samego rana. Tak więc przyszedłem do Omami dosyć głodny. Była godzina 21.00, piątkowy wieczór, więc spodziewałem się pełnej sali, ale ku mojemu zaskoczeniu było dość sporo wolnych miejsc. Kiedy pani kelnerka  podeszła do mnie z zapytaniem, czy nie napiję się czegoś na wstępie z miejsca wyrecytowałem – proszę coś do picia i od razu bułeczki bao z wieprzowiną (uwielbiam je w każdej postaci) i Ramen Tonkotsu (miałem nadzieję, że coś się jeszcze ostało, bo na co dzień nie ma go w karcie). Bardzo uprzejma pani przyniosła mi zieloną herbatkę i lemoniadę jaśminową – PYCHA! – i na wstępie bułeczki z wieprzowiną. Te z wieprzowiną, z reguły podawane są z boczkiem w różnych lokalach do jakich uczęszczam, ale tu serwowane były chyba ze schabem. Cóż mogę powiedzieć, dla mnie i mojego odtłuszczonego żołądka, dobra opcja. Zauważyłem też, że są podpieczone, nie tylko gotowane na parze. Po bułeczkach i ogrzaniu się gorącą herbatą (na zewnątrz mróz) przyszedł czas na Tonkotsu. Pierwszy raz w życiu jadłem tę wersję, wcześniej dane mi było próbować słonego Shōyu Ramen oraz Miso, ale zawsze przyrządzanych rzez Polaków.  Tonkotsu przede wszystkim różni się od nich konsystencją, jest gęste i kremowe niczym sos, bardzo często makaron podawany jest osobno. Ja dostałem wszystko na jednym talerzu z boczkiem chashu i marynowanym w sosie sojowym kremowym jajkiem oraz dymką. Na pierwszy chlip, wydał mi się mało słony. Może dlatego, że zawsze jadałem słone odmiany Ramenu. Nie wiem, czy to faux pas, ale doprawiłem go sobie odrobiną sosu sojowego. Zupa była pyszna, ciężka, mięsna i może to sprawiło, że po bułkach dałem radę zjeść tylko dwie trzecie talerza, co nigdy mi się nie zdarza, zawsze wymiatam wszystko do czysta. A może to po prostu moja dieta i głodówka tego dnia.  Mój żołądek się skurczył i nie dałem rady wciągnąć wszystkiego. Poza tym opadłem ze wszystkich sił i ogarnął mnie taki poziom senności, że musiałem zrobić sobie mały spacer zanim wsiadłem do samochodu 🙂

Jeśli chodzi o mnie było to bardzo ciekawe i mega pyszne przeżycie kulinarne. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie mi dane jeść równie pyszny Ramen!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *