Pierwsze profesjonalne sushi

Pierwszy dzień robienia sushi. Pierwszą osobą, która podjęła się uczenia mnie robienia sushi, nie licząc krótkiego kursu, był właściciel Koi Sushi Bar – Jacek. Przyznam szczerze, że był to najbardziej pouczający dzień „w branży” w moim życiu. Jacek jest osobą spokojną, nie okazującą zbyt wylewnie emocji, cierpliwą i w sam raz na pierwszy dzień nauki dla takiej osoby jak ja. Pierwsza najważniejsza różnica pomiędzy bardzo dobrym kucharzem domowym, czy miłośnikiem programów kulinarnych, a zawodowym szefem kuchni jest szybkość działania. Nie raz słyszałem opinię, że robienie sushi jest proste i faktycznie na pierwszy rzut oka nie trzeba być geniuszem, żeby zwijać rolki. Kiedy siedzisz w domu, masz mnóstwo czasu i możesz się pastwić nad jedną rolką dwie godziny, wydaje się, że jesteś mistrzem świata. W warunkach dużego ruchu, kiedy ludzie czekają na swoje zamówienia masz na to 30 sekund. To jest prawdziwa gonitwa i trzeba prawdziwej wprawy, żeby, szybko zwijać piękne rolki, uśmiechać się i zagadywać do klientów.

Nerwy nie pomagają. Im większe ciśnienie tym gorsze rolki udawało mi się zwijać. Na szczęście dostawałem bardzo proste instrukcje i porady, a czasem zdawkowo rzucone: „…opanuj emocje młody Padawanie” JJJ. Nauka dotyczyła krojenia warzyw, szczególnie ogórka (jest to bardzo trudne na początku, być może pokuszę się o sfotografowanie całego procesu i wystawienie go na blogu), zawijania rolek, robienia nigiri, tatarów i innych dostępnych dań. Przyznam szczerze, że najlepiej mi szło robienie uramaki (odwróconych maków) i nie potrafię wytłumaczyć dlaczego akurat to mi wychodziło a inne rzeczy mniej. Wszystkie rolki po zwinięciu oddawałem do pokrojenia. Po kilku próbach okazało się, że moje noże nadają się do krojenia chleba J co najwyżej. Przynajmniej dla mnie, bo Jacek nawet nimi dawał radę kroić równiuteńkie kawałki. Dużą trudność sprawiały mi także wszystkie rolki z „miękkim środkiem”. Mam tu na myśli tatary, czy pieczonego łososia. Nie były one tak zwarte i okrągłe jakbym sobie tego życzył.

Na koniec drugiego dnia miałem na koncie kilka samodzielnie zrealizowanych zestawów, po uprzednim skontrolowaniu i zaakceptowaniu. Kilka mniej lub bardziej udanych rozmów z klientami. Okazało się, że umiem albo rozmawiać albo robić sushi, połączenie tych dwóch czynności automatycznie skutkuje produkcją niczemu nie podobnych kulfonów 😀 Otrzymałem własną deskę do krojenia, poduczyłem się ostrzenia noży. Ogólnie najlepszy dzień ever!

3 przemyślenia nt. „Pierwsze profesjonalne sushi”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *