Najpyszniejsza z pysznych

Ortodoksyjni zjadacze sushi pewnie będą czytali ten wpis z lekkim uśmieszkiem, tak zresztą reagują na mnie niektórzy, jak zaczynam mówić, które sushi najbardziej lubię. Oczywiście uwielbiam nigiri w swojej podstawowej formie, czyli ryba i trochę ryżu. Zwłaszcza z świeżym, pysznym tuńczykiem. Przyznam jednak szczerze, że najbardziej interesujące wydają mi się różne kombinacje, czy standardy jak „Philadelphia”, wymyślona w latach 80. Kiedy sushi dotarło do Stanów Zjednoczonych, musiało ulec rewolucji, żeby dopasować się do nienawykłych do surowej ryby podniebień Amerykanów. Stąd dodatki w postaci kremowych serków, majonezu, słodkich sosów, czy pieczonych ryb. Zresztą ewolucja dalej trwa. Dla wszystkich ciekawskich proponuję przejrzenie filmów, które umieszcza regularnie na YouTube Hioyuki Terada. Samo oglądanie przygotowywanych przez niego pyszności powoduje u mnie niekontrolowane, nadmierne wydzielanie się śliny.

Kocham sushi w każdej bez wyjątku postaci. Jest jednak jedna rolka, którą uwielbiam i niezależnie jaki zestaw komponowałbym, z myślą o sobie, zawsze musi się w nim znaleźć. Mam tu na myśli maki z Małżami Świętego Jakuba. Miesza się je z majonezem i sezamem, zwija się z nich rolkę, którą później krótko obsmaża się w tempurze. Na koniec każdy kawałek otrzymuje indywidualnego, zgrabnego kleksa z sosu Kobe (idealny do ciepłego sushi) i zostaje obficie obsypana cieniutko pokrojonym porem. Tak tak, znawcy powiedzą, że jestem wieśniakiem i ignorantem, ale przyznam, że jedzenie tej rolki przyprawia mnie o kulinarne spazmy rozkoszy 😀 Pycha to mało powiedziane. Co więcej, nie znam osoby, której poleciłem, tę rolkę i która po zjedzeniu jej nie mruczałaby pod nosem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *