Jedna rzecz

„Jedna rzecz” Gary’ego Keller’a jest książką o sztuce koncentrowania energii na tym, co ważne. Wprowadza do sztuki wyboru i zarządzania czasem filozofię minimalizmu, w troszkę innej formie, niż przywykliśmy obserwować w popkulturowych publikacjach. Właśnie ta książka przyszła mi na myśl, podczas wizyty w Gejsza Sushi w Łodzi. Sushi zjem zawsze i chętnie, niezależnie od tego, w jakim miejscu akurat wyląduję, choćby tylko po to, żeby porównać smaki i jakość wykonania. A kiedy usłyszę lub przeczytam, że w danym miejscu robią pyszny ramen, to już nie ma takiej siły, żeby powstrzymać mnie przed frywolną degustacją tej niebiańskiej potrawy. I tak było tym razem. Gejsza Sushi ma dość ciekawy biznesowo pomysł na siebie. W czwartki, piątki i soboty dostępne jest menu nocne, które można zamawiać od 22.00 do 3.00 nad ranem. Zamówiłem tam ramen i dwie rolki sushi (olbrzymie po 10 kawałków) oraz nigiri dla sprawdzenia jakości ryb. O łódzkim ramenie czytałem w inernecie i zapowiadał się pysznie. Nie jestem krytykiem kulinarnym i nie zamierzam nikogo rugać, ale subiektywnie patrząc, ichniejszy ramen bardzo przypominał jeden z produktów firmy Amino. Makaron, dodatki, mięso wszystko nie trzymało się kupy i raczej irytowało niż syciło. Jednak, żeby oddać sprawiedliwość, sushi było po prostu pyszne. Robione „na bogato” w iście amerykańskim stylu, delikatne, pełne smaku i inwencji sushi mastera. Bardzo polecam. Nigiri było takie jak lubię, tuńczyk i ryba maślana zjeżdżały delikatnie po obu stronach ryżu, były świeże i delikatne w smaku.

I tu rozpoczęły się moje rozmyślania: Po co oni w ogóle silą się na Ramen? Bo w ich ramenie wyraźnie przebija ambicja na coś więcej, niż prosty starter. Czy nie lepiej robić dobre sushi i wkoło niego budować swoje menu? Widać w różnego typu restauracjach, że brakuje właścicielom i menedżerom pomysłu na siebie i swój lokal. Dlatego mamy później placka po węgiersku z żurkiem i pizzą w jednym miejscu i wszystko powiedzmy delikatnie – takie sobie. Podobnie w sushi barze, często musi on dostosowywać się automatycznie do „polskiego” standardu i być od razu japońsko-koreańsko-chińskim zlepkiem, zamiast skupić się na tym, co stanowi jego atut, jak w przypadku Gejsza Sushi, po prostu pysznym sushi. Na koniec wpisu mam dla przyszłych i obecnych restauratorów cytat z przytoczonej na samym początku książki: „To co osiągniesz dziś, jutro będzie Cię wspierać, albo ograniczać”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *